Single Hauz

Single Hauz – swoisty mały manifest, to eksperymentalna propozycja domu/schronienia dla młodego/starego człowieka dzisiejszych czasów Świata Zachodu. Podstawowa komórka społeczna jaką nazywany jest związek małżeński dziś przestaje być jedynym modelem życia, przynajmniej na pewnym jego etapie. Single Hauz jako wolnostojąca jednostka mieszkalna przeznaczona dla 1 osoby wypełnia pewną próżnię na tym polu: brak takich propozycji dla tzw. “singli”. Sporą liczbę w tej grupie stanowią osoby młode, dobrze wykształcone, ambitne, energiczne i bardzo otwarte na świat.
Single Hauz, zainspirowany wprost przydrożnym totemem reklamowym, jest pomyślany jako obiekt mogący “wpasować” się w niemalże każde miejsce na ziemi. Szczególnie predysponowany jest do wszelkich lokalizacji związanych z interesującymi warunkami krajobrazowymi. Las, morze, jezioro, góry, łąki, ale i z drugiej strony pobocze głównej arterii miasta – wszystkie te miejsca są energetyczną pożywką dla mieszkańca obiektu.
Obiekt może być stawiany pojedynczo, niczym samotne drzewo na łące, ale i sprawdza się także w grupie kilku/kilkunastu jednostek.

Single Hauz, który po trosze jest latarnią, mostkiem kapitańskim, po trosze punktem widokowym i bezpiecznym schronieniem jest więc uniesiony w górę. Jego “kurza stopka” to konstrukcyjny trzon, w którym dodatkowo kryją się wszelkie niezbędne instalacje do niezależnego funkcjonowania tej jednostki. We wnętrzu opartym na rzucie prostokąta o wymiarach 180x 600 cm kryje się podstawowe, niezbędne wyposażenie: niewielka łazienka oraz pokój z aneksem kuchennym. W przestrzeni pomiędzy dachem a stropem umieszczone są w zależności od opcji: dodatkowa funkcja sypialna dla gości, akumulatory, zbiorniki wody i inne.

 

W poszukiwaniu [ straconego] miejsca.
Ludzkość odkryła dziś, jak się zdaje, niemal wszystkie miejsca na ziemi. Są nazwane, przebadane, ograniczone i zdefiniowane. Są wśród nich te zurbanizowane, ale i te wolne od zabudowy, „dzikie”. Osieciowane lub nie, okablowane, oznaczone na mapie, ujarzmione współrzędnymi. Zamieszkane i te pozbawione ludzi. Ujęte we wszechwładne statystyki. Władzom, administracji z jej biurokracją musi to bardzo odpowiadać. Lecz ostatnio „kontrola przestrzeni”, jak określa to Zygmunt Bauman, zaczyna się jej coraz bardziej wymykać z rąk. Życie, które „przyspieszyło” sprawia, że świat musi za zmianami nadążać, czy tego chce czy nie. Miasto, miasteczko, wieś nawet wbrew życzeniom wielu planistów i urzędników, nie jest tworem martwym, wybudowanym i wymyślonym na zawsze. Nie są to twory wymyślone na podobieństwo człowieka z wciąż tą samą twarzą. Proszę zauważyć,  poczynając jedynie od średniowiecza, kiedyś „twarzą” miasta był zamek, później katedra, dalej na przykład wieża Eiflla, dziś frontonem miejsca może być jej zieleń (niemieckie pogórnicze miasteczka), portalem przepiękny dworzec kolejowy lub lotniczy (poznańska Ławica), wizytówką zaś niecodzienny gmach muzeum (Bilbao).

Dzięki przeróżnym akcjom, happeningom XX wiecznych artystów (z zagranicy przykładowo Allan Kaprow, Otto Muhl, Guerrilla Girls, z polskiej sceny wymieńmy Tadeusza Kantora, Krzystofa Wodiczko, Ewę Partum, i na koniec ostatnio bardzo popularne międzynarodowe turboanonimowe fleshmoby) okazało się, że przestrzeń, a szczególnie przestrzeń miejska, jest niesłychanie pojemna, ba, jej pojemność jest nieskończona. Wydaje się, w obliczu wspomnianego przyspieszenia, że redefiniowanie, reorganizowanie, rewitalizowanie przestrzeni architektonicznych i , co istotne, także urbanistycznych jest ludziom niezbędne. Okazuje się, że miejsca jest wciąż pod dostatkiem. Pomijając szczególne uwarunkowania konserwatorskie,  dotyczące na przykład uhonorowania tzw. „town core”,  nie ma żadnych racjonalnych przeciwskazań, by nie zmagać się z transformacją i rewolucją kubatur. Dotyczy to także przestrzeni otwartych; kiedyś człowiek ujarzmiał lasy, szczyty, góry, budował na mokradłach, kuł skały. To, co dziś z tych dokonań się ostało, zazwyczaj stanowi niesłychany magnes dla milionów turystów, także tych najbardziej elitarnych, wymieńmy Biskupin, zamek na górze Chojnik w Karkonoszach, przepiękną zaporę wodną w Zagórzu Śląskim. A przecież dziś reżim i dyktat ekologów (z całym szacunkiem dla ich wielu idei i dokonań) nie pozwoliłby na żadne z tych przedsięwzięć. Dyktat polskich purystów i konserwatystów nie pozwala na eksperymenty organicznej i ekspresjonistycznej architektury. Dyktat konserwatorów nie znosi sąsiedztwa XIX kamienicy (której jedyną wartością częstokroć jest jej fasada i rzeźbione klamki) ze szklanym domem. Dyktat administracji zaś (opierajacej się na stabilnym prawie) nie przewiduje z zalożenia jakichkolwiek zmian – status quo – to jej religijne motto każdego dnia.

Na przełomie XV i XVI wieku na dworach Europy Zachodniej dyskutowano o nowych drogach transportu do Indii. Władcy zdobywali się na odwagę, by zainwestować w wielkie wyprawy zakończone, jak się okazało, wielkimi odkryciami nieznanych dotad lądów, kultur i przestrzeni. Dziś, kiedy władza na bez mała całym świecie jest skupiona w rękach bezdusznej biurokratycznej machiny, trudno mówić o dawnej wyobraźni, odwadze i pomysłowości królów, książąt, magnaterii, czy nawet tyranów.

Trzeba więc, by realizować NOWE uwzględniające nowe potrzeby, nieustannie nasze władze oświecać i edukować. Jakkolwiek wydaje się to paradoksalne. W końcu rewolucje i prowokacje idą od „dołu”

Hedonizm czy ewolucja?
Fundamentaliści religijni, antropolodzy kultury, socjolodzy, ekonomiści czy wreszcie politolodzy wraz ze wszelkimi skzydłami i frakcjami lewo i prawostronnymi spierają się dziś, w sposób wielce chaotyczny, o przyszłość rodziny i modele życia człowieka Zachodu. Pośród przeróżnych postaw, postmodernistycznego jarmarku idei, powszechnego relatywizmu krytykowanego przez Benedykta XVI, trudno sobie z tym wszystkim poradzić: żyć dla siebie czy dla innych?, cieszyć się życiem czy cieszyć się jego cierpieniami?, zakładać rodzinę i podporządkować się zasadom jej poprawnego działania czy wygłuszyć prokreacyjne ambicje i skupić się na rozwijaniu umysłu? – te i dziesiątki podobnych pytań nurtują szczególnie młodych ludzi, wchodzących w życie i dokonujacych pierwszych poważnych wyborów.
W jednym musimy się zgodzić: zmiany obyczajowe, kulturowe mają rzeczywiście miejsce. Liczba małżeństw maleje, rośnie lawinowo liczba ludzi świadomie wybierajacych życie w pojedynkę (nie mylić z pojęciem ludzi samotnych).
Nie jest przedmiotem tej pracy spór czy taka sytuacja jest dobra dla Polski, Europy czy w ogóle ludzkości. Krytykowany, z drugiej strony chwalony z pozycji ekonomicznych, hedonizm  bądź kulturowo uzasadniana ewolucja przemian obyczajowych – to problemy, z którymi wciąż teoretycznie trzeba będzie się zmagać. Niezmiernie ważne jest, by stwierdzić, że taki proces ma miejsce i rzeczywiście wymaga określonych praktycznych zmian!, a więc reakcji przestrzennych, architektonicznych, prawnych.

Dane techniczne: trzon stalowy oparty na stopie żelbetowej wspiera szkielet stalowy obudowany boazerią zewnętrzną. Ściana wielowarstwowa (na poziomie U=0,2W/m2K), typu “kanadyjskiego” wypełniona wełną mineralną i styropianem pomiędzy sklejką drewnianą/płytami typu OSB. Okna, drzwi aluminiowe, szyby ciepłe o współczynniku U=0,7W/m2K

Single Hauz – a specific manifest, a suggestion of a house/shelter for contemporary Western Man. The Wedlock, a fundamental family unit, now ceased to be the only way of life. As a free-standing one-person housing unit it fills a certain gap: lack of such propositions for so-called “singles”. Inspired by a billboard it is designed as an object that can easily fit into almost any place on Earth. Particularly recommended to locations with extra-ordinary landscape conditions: forest, sea, lake, mountains, meadows; yet a sideway of a city thoroughfare.

Budynek mieszkalny Single Hauz | Single Hauz – a detached house
Polska, Europa, Świat… | Localization: Poland, Europe, World…
Inwestor: prywatny | Investor: Private
Powierzchnia użytkowa | Floor area (extension): 14,34 m2
Powierzchnia magazynowa | Technical area: 14,34 m2
Kubatura | Cubature: 63,10 m3
Projekt | Project: 2007